Bądź dumna z pracy na kasie!

Od kilku dni w każdej lokalnej gazecie znajduje artykuł informujący, że bezrobocie w moim województwie znacznie się zmniejszyło. Jako, że mam uraz do wszystkiego co może się wiązać z matematyką to nie podam Wam dokładnych danych procentowych, bo aż tak nie zwracałam na nie uwagi, ale jedno jest pewne – dziennikarze twierdzą, że jest lepiej! Gdzie Ci wszyscy szczęśliwcy znaleźli pracę?

Od paru dobrych lat spotykam się z przekonaniem, że jeśli nie ma się doświadczenia to nie powinno się wybrzydzać. Nie ważne, robienie hamburgerów w McDonaldzie, siedzenie na kasie w Biedronce, rozkładanie towaru w Carrefour – praca ma być Twoją dumą i już! Nieistotne jest to ile zarabiasz – jesteś świeżo upieczoną absolwentką, czy naprawdę spodziewałaś się więcej od życia? Nie chce wypowiadać się na temat ofert pracy w całej Polsce, bo ich nie znam. Jednak sytuacje w moim powiecie zdążyłam zgłębić doskonale. Jeśli jesteś osobą, która cały czas bawi się w uczelnianą przygodę lub dopiero co ją zakończyła, to oprócz powyższych przykładów masz do wyboru jeszcze dwie jakże zacne profesje, możesz roznosić ulotki, lub pracować w Call Center. Wszystkie wymienione miejsca czekają na nową krew, osoby, które dały sobie wmówić, że po zakończeniu studiów, a już na pewno w trakcie ich trwania powinny się zadowolić czymkolwiek.

Podejmując się walki o wyższe wykształcenie trzymałam się jednego założenia, robię to między innymi po to, żeby w przyszłości omijać szerokim łukiem Biedronki i temu podobne instytucje. Fakt, będąc jeszcze na licencjacie trochę złudnie myślałam, że dyplom otworzy mi drzwi do większego świata, gdzie zdobyte podczas praktyk doświadczenie będzie coś warte. Szybko jednak otrząsnęłam się z tych marzeń, choć dalej nie opuszczało mnie przekonanie, że jestem za bardzo ambitna żeby wstukiwać na kasie kod marchewki. Spotkałam się w ciągu ostatnich lat z wieloma opiniami na temat pracy po studiach. Tak jak wspomniałam wcześniej według większości z nich nie powinno się udawać żyjącej wzniosłymi ideami księżniczki i brać to, co dają. Bo na początek lepiej zadowolić się czymkolwiek. Z czasem znajdzie się lepszą posadę za bardziej godziwe pieniądze. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że to śmieszne (a nawet żałosne,) kiedy ktoś odbierając z uczelni swój upragniony papierek uważa, że teraz może wykonywać pracę na „wyższym poziomie”. Słyszałam też, że to głupie, że młodzi ludzie wyobrażają sobie cele, do których trudno dążyć nawet tym, którzy mają znajomości i dużo większe doświadczenie. Zdaje sobie sprawę, że moje przekonanie na temat studiów i pracy po nich może zostać skrytykowane. Jednak będę dalej uparcie bronić tych, którzy posiadają jasną wizję swojej przyszłości, są ambitni i pragną od życia czegoś więcej, niż dostaje zdecydowana część szarej populacji.

Studiując 5 lat zainwestowałam w to mnóstwo pieniędzy i czasu. Pracując w McDonaldzie i innej wykorzystującej sytuacje młodych ludzi korporacji nigdy tej sumy nie odrobię. Poza tym nigdy nie odzyskam czasu, który mogłam przeznaczyć na prawdziwy rozwój. Nie mam zamiaru tracić go dalej. Ludzie bardzo często dają sobie wbić do głowy, że im się „nie należy”. Że nie powinni nawet się starać, bo dla takich jak oni nie ma lepszej posady i lepszych perspektyw. Ze spuszczoną głową pracują, więc za 5 złotych za godzinę, już na starcie wyrabiając w sobie przekonanie, że dorosłe życie to męczarnia i harówka za każdy marny grosz. Tkwiąc w takim miejscu parę lat tracą z oczu swoje cele. Po jakimś czasie ich pragnienia przestają się wydawać wykonalne i tracą na uroku. Większości tych osób nieustannie towarzyszy myśl, że w tym kraju i tak nic innego się nie da. Nie trudno dziś spotkać 35-letniego magistra chemii rozkładającego towar na przepełnionych półkach Lidla. Być może jest tam, bo faktycznie przez ostatnie 10 lat mimo starań nie znalazł, żadnej, ale to żadnej możliwości na lepszą pracę. A może po prostu dlatego, że na samym początku dał sobie wmówić, że musi od czegoś zacząć, bo i tak nie może liczyć na bardziej atrakcyjną ofertę. I tak już zostało.

Podsumowując muszę wyjaśnić parę rzeczy. Po pierwsze absolutnie nic nie mam do ludzi pracujących w wymienionych przeze mnie miejscach. Uważam, że żadna praca nie hańbi. Jednak ja nigdy nie chciałam i nie byłam zmuszona, żeby takową podejmować na dłuższy okres czasu. Po drugie, muszę wspomnieć, że choć z tego rodzaju zajęciami nigdy nie wiązałam się na dłużej niż kilka miesięcy, to jednak ich spróbowałam. Roznosiłam ulotki, pracowałam, jako hostessa, byłam opiekunką do dziecka. Te działania pomogły mi dorobić sobie w trakcie studiów jednak wiem, że nie chcę żeby kiedykolwiek stały się moim sposobem na życie. Ponadto nie twierdzę, że studia dają w obecnych czasach możliwość podjęcia genialnego etatu zaraz po ich ukończeniu. Na temat studiowania wypowiadałam się już tutaj. Chodzi o to, by nie tracić determinacji i nie dać sobie wmówić, że póki co w tym kraju nic nie możesz, bo nic nie znaczysz. Doceniaj drobne rzeczy, ale nie zadowalaj się nimi! Także w kwestii pracy. Po trzecie, jest coś, czego nigdy w życiu żaden człowiek nie odzyska – czas. Podejmowanie pracy w jakimkolwiek miejscu tylko dlatego, że uważasz, że nie ma dla Ciebie lepszych perspektyw powoduje bierność. Tym sposobem ciągle będziesz stać w miejscu, a z upływem lat może zabraknąć Ci zapału i możliwości do realizacji celów, które naprawdę chciałabyś osiągnąć.