Moja osobista historia z morałem

Dziś będzie o tym jak w prosty sposób można się pozbawić całej swojej życiowej energii i chęci do działania. Może zacznę od tego, że w przeszłości na nadmiar motywacji w swym życiu nie cierpiałam. Gdy chciałam rozpocząć regularne ćwiczenia, czy poprawić średnią ocen w szkole to zrobiłam kilka kroków w tym kierunku i z reguły szybko o tym zapomniałam. W efekcie obeszło się bez większych rewolucji w moim życiu, bo jak brakuje wizji i chęci to trudno o jakiekolwiek zmiany.

Jednak z roku na rok coś coraz bardziej nie dawało mi spokoju. Bo wszystko takie szare, nudne, a ja przecież chciałam robić WIELKIE RZECZY. W ciągu ostatnich paru lat przechodziłam przez kilka różnych okresów. Najbardziej nieznośny i chyba najdłuższy był ten pod tytułem „nie da się”. Chciałam się podjąć wielu działań, ale szybko dochodziłam do wniosku, że nie da się tego zrealizować, bo mieszkam w Polsce, bo bezrobocie, bo kryzys, bo brak doświadczenia. Po latach dochodzę do wniosku, że tak naprawdę wszystkiemu winne było zwyczajne lenistwo, ale głupio mi było przyznać się do tego przed samą sobą. Jak już tak sobie ponarzekałam, że najzwyczajniej w świecie nie da się zrobić nic ciekawego ze swoim życiem, to poznałam kilka historii ludzi, którym się udało. Oni mieli duże firmy, działali, robili naprawdę ciekawe rzeczy, żyli z pasją. Co ciekawe większość z nich miała wokół siebie ludzi, którzy działali podobnie. Więc z czasem poznając kolejne historie zaczęłam myśleć, że „może i jest jak, ale trzeba mieć z kim”. Bo przecież dużo łatwiej jak jest ktoś, kto nas wspiera, myśli podobnie, działa na tym samym froncie. Tylko, że jakoś zawsze ciężko było mi się zebrać do tego, by pogadać z kimś o swoich pomysłach. Nikt inny też nie wychodził z tą inicjatywą. A czas mijał…

Mimo braku istotnych zmian coraz większą inspiracją do tego, by coś zrobić ze swoim życiem stawało się poznawanie historii i działań ludzi, którzy zaczynali od przysłowiowego zera, a teraz są na szczycie i mimo to ciągle chcą się rozwijać. Z biografii, blogów, czy zwykłych osobistych rozmów wynikało, że te osoby niemal zawsze zaczynały same, samodzielnie wprowadzały swój pomysł w życie i nadawały odpowiedni tor sprawom. Ci, którzy zaczęli działać z nimi znaleźli się z czasem. Nagle pojawiła się we mnie myśl, że samemu należy być człowiekiem, jakiego się poszukuje. Jak robimy dobre rzeczy, to przyciągamy dobrych w tym ludzi. Koniec.

Mijały miesiące, a ja wyciągałam kolejne wnioski. Uwierzyłam, że jeśli chce się dojść w życiu naprawdę daleko, to wcale nie potrzeba całej gwardii wspierającej obok. Wiedziałam, że nie powinnam ufać teorii mówiącej, że wystarczy o czymś mocno marzyć i z pewnością się to osiągnie. Owszem, chciałam marzyć, ale zdałam sobie sprawę, że jak nie kiwnę palcem żeby pomóc tym marzeniom się realizować to mogę je sobie do nosa wsadzić. Z czasem logiczne stało się to, że warto angażować się w wiele inicjatyw, bo nigdy nie wiadomo, co stanie się przepustką do lepszej rzeczywistości. Dziś rozumiem, że wszelkie życiowe zmiany należy zacząć od siebie. I pewnie bym zrozumiała, gdyby ktoś odpowiedział na to, że i tak jest trudno, że nie każdemu się udaje. Sama kiedyś tak myślałam. Ale tracę wiarę w ludzi za każdym razem, kiedy słyszę: „Ale po co?”.

Wydaje mi się, że spora część młodych osób nie czuje potrzeby robienia ze swoim życiem czegokolwiek. Nie myślą za bardzo o przyszłości, a nawet jeśli, to nie są to szczególnie ambitne plany. Mąż, dwoje dzieci, jakiś etacik. Tyle. Każdy wysiłek uważany jest za zbędny, wystarczy robić absolutne minimum. Ale czy to, że ktoś na własne życzenie marnuje sobie życie, a przynajmniej swoją młodość oznacza, że każda z nas też ma tak robić? Nie, jest dokładnie odwrotnie. Chęć udowodnienia, że można coś osiągnąć, nawet w naszym kraju to nie tylko świetna motywacja, ale i mobilizacja do podejmowania działań przynoszących korzyści. Aby być naprawdę szczęśliwą, każda z nas powinna oduczyć się ślepego podążania za tłumem i powtarzania regułek o braku możliwości. Warto każdego dnia robić coś, co przybliża nas do postawionych sobie celów i cieszyć się ze swoich małych sukcesów. Budować z nich moją wymarzoną przyszłość. A jeśli mimo to chcecie skupiać się na poczynaniach innych ludzi, to niech to będą osoby, od których możecie się nauczyć jeszcze efektywniejszego działania.

Bardzo szybko można wpaść w pułapkę swojej bierności. A ona niestety, odbija się na ludziach w najmniej korzystnym momencie. Rób tak, żebyś za parę lat nie obudziła się i z przerażeniem nie stwierdziła, że masz bardzo niewiele. A dlaczego? Bo nigdy sobie na więcej nie zapracowałaś.