Pomysł na biznes: własny magazyn

jak założyć magazyn internetowy

Rok temu, gdy zakładałam własną grupę na Facebooku dotarło do mnie, jak wiele jest w naszym kraju kobiet marzących o własnym biznesie. Wiele z nich nie ma ściśle sprecyzowanych planów. Latami szukają czegoś, co nie tylko byłoby zgodne z ich zainteresowaniami, ale też zapewniłoby im godziwe pieniądze. Od czasu powstania grupy intensywnie zastanawiałam się, jak pomóc kobietom w znalezieniu pomysłu na ich wymarzony biznes. Wielokrotnie robiłam to podczas indywidualnych konsultacji, ale potrzebowałam czegoś, o znacznie szerszym zasięgu. Tak właśnie zrodziła się koncepcja nowej serii „Pomysł na biznes”. W ramach premierowego odcinka dowiecie się, jak założyć magazyn internetowy oraz w jaki sposób przygotować się do prowadzenia tego typu działalności, a także przekonacie się, kiedy taki biznes jest opłacalny!

Moim dzisiejszym gdagmara-jagodzinskaościem jest Dagmara Jagodzińska, niesamowita młoda kobieta, założycielka magazynu  Kobbieciarnia, pozycji skierowanej do kobiet zainteresowanych tematem rozwoju kariery, coachingu, marketingu, psychologii biznesu, a także urody, zdrowego odżywiania, mody i wielu innych dziedzin, które nie są obce aktywnej zawodowo kobiecie. KoBBieciarnia mimo stosunkowo krótkiego stażu na rynku pozyskała pokaźne grono oddanych czytelniczek i ma na swoim koncie naprawdę godne uwagi osiągnięcia. W trakcie wywiadu Dagmara opowiedziała mi o tym, jak wyglądały początki budowy jej marki, a także przybliżyła mi obowiązki założycielki magazynu. Zapraszam do lektury!

 

Witaj Dagmaro! Zanim przejdę do technicznych pytań chciałabym cofnąć się nieco w czasie. Pierwszy numer KoBBieciarni ukazał się we wrześniu 2015 roku. W ciągu niespełna roku magazyn zdobył sporą popularność. Obecnie Twoja marka obejmuje Patronatem wiele wydarzeń, a Ty jako założycielka uczestniczysz w wielu galach i wyjazdach. Jakie były początki? Czy ciężko było rozkręcić magazyn do takiego poziomu?

Samej trudno mi uwierzyć, że upłynął już rok, od czasu kiedy stawiałam w KoBBieciarni swoje pierwsze kroki. Jestem niezwykle dumna z tego, gdzie znaleźliśmy się po tym, stosunkowo krótkim czasie. Choć upłynął jednak w mgnieniu oka, nie stwarzając zbyt wielu momentów do tego, aby przystanąć w miejscu i napawać się chwilą – zaryzykuję stwierdzenie, iż nie chciałabym cofnąć się do początków. KoBBieciarnia stanowiła dla mnie projekt eksperymentalny. Zaczęło się od planu zorganizowania networkingowej współpracy kobiet z regionu Podbeskidzia, skończyło na ponad 70-osobowej Redakcji, złożonej z autorek z całej Polski. Choć proces rozwoju magazynu wydaje się z pozoru prostolinijny, doprawdy daleko mu do tego. Jak każdy projekt, tak i KoBBieciarnia powstawała bowiem w oparciu o metodę prób i błędów. Początkowo, niemal wszystko okazywało się dla mnie trudniejsze i surowsze, aniżeli mogłam to sobie wyobrazić. Prymarne trudności w znalezieniu sponsorów pierwszego wydania magazynu, konieczność poniesienia znacznych nakładów finansowych, niełatwy proces przekonania do siebie kolejnych czytelniczek, zachowanie tematycznej spójności i nieustanne podsycanie atrakcyjności publikowanych treści, nie wspominając już nawet o potrzebie pogodzenia codziennej pracy w KoBBieciarni, z etatową pracą aplikanta adwokackiego ostatniego roku szkolenia, którą wykonuję na co dzień. Po pewnym czasie zauważyłam jednak, iż w każdej chwili zwątpienia, nieoczekiwanie działo się coś, co potrafiło przywrócić mnie na słuszne tory. Krótki mail z propozycją współpracy, nowa blogerka deklarująca chęć przystąpienia do Redakcji, z pozoru nic nie znaczący komentarz z kilkoma ciepłymi słowami aprobaty – małe kroki, napawały mnie całkowicie nową energią i nie pozwalały odpuścić.

Dziś, z perspektywy roku, kilkudziesięcioosobowego grona Redaktorek i milionowych zasięgów postów magazynu, cieszę się, że zwyciężyłam w walce z chwilowymi niepowodzeniami i okazyjnym pesymizmem. Wiesz, z początkami tego rodzaju biznesów bywa trochę tak, jak z rozpalaniem ogniska – bez podpałki i zapałek. Zbierasz chrust, układasz go w staranny stos, ciosasz krzemieniem o krzemień i najpewniej natrudzisz się solidnie, zanim pojawi się pierwsza iskra, która zaprószy ogień, ale kiedy system zaskoczy, a ognisko zapłonie – pewne rzeczy zaczną dziać się samoczynnie, a Ty z dumą będziesz jedynie dopilnowywać, aby podtrzymać ten stan.

 

Zdradzę Ci, że kiedyś sama myślałam nad założeniem własnego magazynu. Ostatecznie wystartowałam z innym projektem. Przypuśćmy jednak, że nadal chciałabym stworzyć swój magazyn. Na co powinnam zwrócić uwagę? W co muszę zainwestować?

Na początek zainwestuj w czas. Projekty typu magazyn to absolutne „czasopochłaniacze”, a praca przy nich – zwłaszcza w początkowej fazie, trwa niemal bez ustanku. Warto zaopatrzyć się również w odpowiednie zaplecze finansowe, choćby niewielkie, dostosowane do zasięgu planowanych działań. Trzeba liczyć się z tym, że jeśli startujemy od przysłowiowego zera, na zaufanie ewentualnych sponsorów, wydawców i partnerów, będziemy musieli sowicie zapracować; to oczywiste – inwestując w określony projekt, chcą przekonać się, na co konkretnie wydatkują swoje środki, jakich efektów i zasięgów, mogą spodziewać się w praktyce. Aby pokazać im jednak „na co nas stać”, paradoksalnie musi „być nas stać” przynajmniej na minimum. W naszym przypadku wspomnianym minimum okazało się premierowe wydanie magazynu, dzięki któremu KoBBieciarnia została dostrzeżona w świecie kobiecych mediów, a z lokalnego projektu przekształciła się w znacznie szerszą inicjatywę.

Kolejną rzeczą, wartą uwagi początkującej właścicielki magazynu bez wątpienia pozostawać winna oprawa graficzna pisma lub portalu. Znam wiele internetowych dzienników o najwyższej jakości treściach, których szata graficzna skutecznie odstrasza mnie od częstych odwiedzin. Warto pamiętać, że zwłaszcza w przypadku stricte kobiecych projektów – utrzymanie odpowiedniej stylistyki kolorystycznej oraz dbałość o szczegóły, z pewnością zostaną zauważone. Na koniec, polecam także przyprawienie całości sporą dawką zdystansowania. Zawsze znajdzie się ktoś, kto z zawiści lub czystej złośliwości, będzie starał się ostudzić Twój zapał. Stare japońskie przysłowie mówi jednak, że młotek uderza w najbardziej wystające gwoździe. Jeśli za coraz częstszymi słowami krytyki, podążać będą zatem jednocześnie, coraz to częstsze sukcesy – bądź spokojna. To tylko znak, że przesuwasz się coraz dalej.

 

Redakcja KoBBieciarni jest naprawdę liczna, każdy z działów ma przynajmniej kilka redaktorek. Czy Twoim zdaniem osoba, która dopiero zaczyna dałaby radę sama? Czy pełny zespół w przypadku tworzenia magazynu to wręcz obowiązek?

Zgadza się, w swojej bazie posiadamy aktualnie ponad 100 autorek, a ponad 70 spośród nich publikuje regularnie swoje artykuły. Odpowiednie zaplecze redaktorskie kształtuje się jednak z czasem. Czuję się dumna wiedząc, że część z Pań, jak choćby Kasia Daniek, Jola Reisch, Brygida Zagórska-Wincierz, Edyta Folek czy Justyna Zielińska – pozostaje z nami niemal od zarania KoBBieciarni. Co istotne bowiem, już od pierwszych dni istnienia magazynu wiedziałam, że nie mogę i nie zdołam działać w pojedynkę. Lwią część pomocy przy stawianiu pierwszych i kolejnych kroków, otrzymałam w ostatnim roku od moich niezastąpionych, „prawych rąk”-Mateusza Wasika i Kingi Michalczyk, którzy do dziś tworzą wraz ze mną główny trzon Redakcji. O ile nie planujemy powstania magazynu branżowego o tematyce ściśle związanej z naszą profesją lub pasją, o tyle prędzej czy później, dopadnie nas potrzeba dopieszczenia naszych czytelniczek artykułami z dziedzin, o których nie mamy najbledszego pojęcia. To coś, do czego warto przyznać się przed sobą samą możliwie, jak najwcześniej.

dagmara-jagodzinska-kobbieciarniadagmara-jagodzinska-kobbieciarnia

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak wygląda praca założycielki magazynu? Czy możesz w skrócie opisać na czym polegają Twoje codzienne obowiązki?

Moja praca sprzed kilku miesięcy różni się od aktualnej. W przeszłości, wstępna faza moich działań w KoBBieciarni, skupiała się bowiem głównie wokół stworzenia sprawnie działającej grupy naszych Redaktorek – zdobycia ich zaufania, przekonania do idei magazynu, jego tematyki oraz zasad funkcjonowania. Relacja z nimi do dziś pozostaje dla mnie bardzo ważna. Chcę, aby czuły się częścią kobbieciarnianej społeczności. To w końcu ich codzienne publikacje nadają KoBBieciarni prawdziwego rytmu i charakteru. Równie ważne było dla mnie wówczas zrozumienie preferencji naszych Czytelniczek – długo dochodziłam do wniosków na temat tego, co i kiedy lubią czytać najbardziej. W przypadku każdego magazynu to zapewne kwestia indywidualna, niemniej wiedza na ten temat, to podstawa długofalowego sukcesu i jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic. Godzinami analizowałam więc wykresy statystyk i obmyślałam co i rusz, nowe projekty, sprawdzając nieustannie zaangażowanie internautek. Dziś, kiedy po roku analiz posiadłam już ułamek wiedzy w tym przedmiocie, a wokół siebie zbudowałam grupę cudownych kobiet, których publikacje sama czytam z przyjemnością, skupiam się głównie na poprawie sprawności funkcjonowania portalu i regularnym podsycaniu jego kobiecej natury. W zależności od zaobserwowanych preferencji naszych Czytelniczek, ustalam więc codziennie porządek publikacji tekstów, czuwam nad ich odpowiednią oprawą graficzną i stylistyczną, a w „wolnych chwilach” odpowiadam na dziesiątki maili.

 

Jakie dostrzegasz plusy takiej działalności? Jakie są jej minusy?

Choć zabrzmi to nieprawdopodobnie, swoje codzienne kobbieciarniane obowiązki traktuję jako odprężenie. Wciąż pracuję bowiem zawodowo w niełatwym i stresującym zawodzie prawnika. Kobiecy i przyjemny z założenia charakter magazynu, stanowi zatem źródło mojej przyjemności, po intensywnych godzinach pracy zawodowej. To największy z „plusów”. Wartością dodaną pozostaje możliwość uczestniczenia z ramienia magazynu, w szeregu prestiżowych, kobiecych wydarzeń, spotkań i szkoleń, jak również zbudowanie sieci niebywale wartościowych, networkingowych kontaktów z obszaru niemal całej Polski. Po stronie minusów postawiłabym z pewnością czas. Staram się nie mieszać działalności nad magazynem z godzinami mojej pracy zawodowej. Czynności związane z bieżącym funkcjonowaniem KoBBieciarni, realizuję zatem głównie „po godzinach”. Uwielbiam także pracować nocą, choć często, niekoniecznie pozytywnie odbija się to na moim porannym samopoczuciu.

 

Jakie formy zarobku mogłabyś wskazać moim Czytelniczkom na początek? Czy byłoby to na przykład nawiązywanie współpracy z firmami chcącymi  zareklamować się na łamach magazynu? A może tworzenie odpłatnych recenzji? Czy takie formy na początku w ogóle wchodzą w grę?

Niestety, w gremialnej większości przypadków – na początku nie ma mowy o zyskach. Ilość kobiecych propozycji, na aktualnym rynku prasowym i internetowym powoduje, że sponsorzy i reklamodawcy preferują korzystanie z usług sprawdzonych tytułów. Jeśli zatem nie dysponujemy na początek solidnymi środkami finansowymi z przeznaczeniem na autopromocję naszego pisma, wymaga czasu i ogromnego nakładu pracy, aby przekonać do siebie potencjalnych kontrahentów, a i dać się zauważyć. Przetrwanie okresu „finansowego zlodowacenia” i postawienie na jakość dostarczanych materiałów (możliwą oczywiście do osiągnięcia przy pomocy racjonalnie inwestowanych środków własnych), przyniesie jednak po czasie, upragnione efekty w postaci pierwszych reklam, odpłatnych recenzji lub propozycji patronackich z ofertą zapłaty w tzw. barterze.

 

Przypuszczam, że część moich Czytelniczek rozważa rozpoczęcie takiego biznesu, dlatego musi tu paść kluczowe pytanie: czy redagowanie własnego magazynu jest działalnością, z której można się utrzymać?

Trudno mi wypowiadać się na temat pism korzystających z pomocy profesjonalnych wydawców, dystrybuowanych i sprzedawanych w salonach prasowych lub za pośrednictwem Internetu. W przypadku natomiast magazynów internetowych oraz magazynów drukowanych, dystrybuowanych nieodpłatnie, odpowiedź kształtuje się pozytywnie jedynie przy uwzględnieniu opisanego wyżej sporego zaplecza czasowego, określonego zasobu środków własnych, jak również pod warunkiem przyjęcia reguły maksymalnego zaangażowania w projekt. Choć zapewne zaskoczę tym wiele Czytelniczek, przyznam szczerze w przypadku tak funkcjonujących magazynów, źródłem atrakcyjnego dochodu właścicieli, z rzadka pozostają już dziś typowe, jednorazowe reklamy. Najkorzystniejszą z opcji pozostaje zwykle, całościowa obsługa PR-owa firm współpracujących z magazynem, zapewniająca kształtowanie na łamach pisma lub portalu, a także pism i portali partnerskich, wizerunku danej marki. W ostatnim czasie z dumą reprezentujemy więc między innymi biżuteryjną firmę MattShield, ogólnopolskiego dystrybutora amerykańskich artykułów do stylizacji paznokci NuGenesis oraz wyjątkową, kobiecą markę odzieżową z folkowym charakterem – Loft13.  Do zbudowania zaufania pozwalającego właścicielowi danej marki powierzyć konkretnemu magazynowi, losy całościowego wizerunku jego firmy, potrzeba jednak wspomnianego już wielokrotnie czasu i nie lada wysiłku. Obie inwestycje, zwracają się jednak z nawiązką.

 

Jestem wdzięczna Dagmarze za świetną rozmowę, życzę jej wielu sukcesów i jestem przekonana, że powyższa rozmowa rozwiała wszystkie Wasze wątpliwości związane z tworzeniem własnego magazynu. Poniżej możecie zobaczyć zdjęcie z reklamy wspomnianej przed Dagmarę marki odzieżowej LOFT13 (1), a także zdjęcie stanowiące promocję jednej z marek flagowych magazynu – NuGenesis (2).

 

dagmara-jagodzinska-kobbeciarnia3dagmara-jagodzinska-kobbieciarnia4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czy myślałyście kiedyś o założeniu własnego magazynu? Jakie miałyście obawy z tym związane? Jaki pomysł na biznes powinien Waszym zdaniem zostać tu rozłożony na czynniki pierwsze następnym razem? 🙂 Czekam na Wasze sugestie i zapraszam do zapoznania się z Kobbieciarnią!