O moich pierwszych pracach, czyli #MyFirst7Jobs

moje-pierwsze-prace

Dziś zapraszam Was na luźniejszy wpis, ale mam nadzieję równie ciekawy jak pozostałe! Od jakiegoś czasu ogromną popularność w sieci zdobywa Tag #myfirst7jobs, który zachęca do podzielenia się swoimi doświadczeniami związanymi z pierwszymi pracami i próbami zarobienia mniejszych lub większych pieniędzy, nawet w bardzo młodym wieku. Przyznam szczerze, że Tagi publikowane na blogach nieszczególnie są tym co lubię, ale ten spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam opowiedzieć Wam o swoich pierwszych zawodowych próbach i doświadczeniach. Powspominajcie ze mną!

Zacznę od tego, że jako dziecko miałam kieszonkowe. Nie było ono duże, ale jak na potrzeby małolata w zupełności wystarczało. Gdy od czasu do czasu wpadła mi jakaś większa suma (na przykład z okazji wizyty u kochanych dziadków, świąt, czy urodzin) wtedy skrzętnie chowałam pieniądze do skarbonki, czy portfela i cierpliwie odkładałam na wymarzoną zabawkę. Gdy byłam trochę starsza dostawałam od rodziców dodatkowe drobne za wykonanie jakichś cięższych zadań wykraczających poza moje podstawowe dziecięce obowiązki. Zawsze lubiłam mieć swoje pieniądze i świadomość sporej sumy pieniędzy w portfelu oraz radość z tego, że sama ją uzbierałam cieszyła mnie chyba bardziej niż nowa lalka, gra, czy inna zabawka.

 

Konsultantka Oriflame

Moją pierwszą poważniejszą pracą była sprzedaż kosmetyków Oriflame. To było jakoś w liceum, koleżanka namówiła mnie bym przyszła na spotkanie konsultantek, które było organizowane u mniej w domu. Przyszłam, posłuchałam i zostałam. Niestety nie na długo. Piękna wizja roztaczana przez główną koordynatorkę w rzeczywistości okazała się mniej kolorowa. Wiem, że dziś podeszłabym do całej sprawy zupełnie inaczej, ale wtedy nie miałam pojęcia na czym to wszystko polega i jak wygląda budowanie swojej struktury. W rezultacie cieszyłam się jak dziecko, gdy ktoś kupił ode mnie tusz za dwadzieścia parę złotych. Jak można się domyślić do całego biznesu więcej dokładałam, niż zarabiałam. Korzystając ze zniżek dla konsultantek zamawiałam sporo kosmetyków dla siebie tylko dlatego, że były w atrakcyjnych cenach. Daleko nie zaszłam i szybko zrezygnowałam z tej pracy.

 

Roznoszenie ulotek

Niedługo po tym jak rozpoczęłam studia szukałam dodatkowej pracy, która pozwoliłaby mi zarobić chociaż parę groszy. Studiowałam dziennie, tak więc przez większość tygodnia byłam na uczelni. Jako, że dojeżdżałam wtedy do Krakowa miałam tylko kilkanaście godzin tygodniowo na to, by przeznaczyć je na jakąś dodatkową pracę. Razem z koleżanką postanowiłyśmy spróbować roznoszenia ulotek. Stawka była marna, około 7 złotych za godzinę. Mimo wszystko wracając z uczelni w godzinach popołudniowych szłam jeszcze do sklepu, brałam garść ulotek reklamujących polskie obuwie lecznicze i przechadzałam się w tą i z powrotem starając się mimo zmęczenia wciąż wyglądać przyjaźnie 😉 Cała firma jednak szybko upadła, a mój kręgosłup odetchnął z ulgą.

 

Hostessa na promocjach

Moje plecy nie odpoczęły jednak zbyt długo. W styczniu przeprowadziłam się do Krakowa i miałam nadzieję na znalezienie lepszej pracy. Moje godziny zajęć nadal były jednak zaporowe. Miałam dwie opcje do wyboru Call Center, albo hostessowanie. Jako, że sama nie znoszę telefonów i namawiania mnie do oferty, którą kompletnie nie jestem zainteresowana, wybór padł na promocję produktów. Razem z moją współlokatorką zgłosiłyśmy się do agencji hostess. Niestety zostałyśmy rozesłane w dwa zupełnie inne miejsca. Mi przypadła Alma blisko naszego mieszkania. Praca hostessy nie była szczytem marzeń, ale stawka była nieco lepsza niż w przypadku ulotek, około 9-10 złotych za godzinę. Promowałam głównie tiramisu i paluszki chlebowe. W pierwszym przypadku cały czas stałam przy chłodni, co niestety szybko odbiło się na moim zdrowiu. Swoją drogą muszę stwierdzić, że ludzie kupujący w Almie są wyjątkowo uszczypliwi i naburmuszeni 😉 Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki agencji trafiłam na konferencję Google Internetowa Rewolucja. Do tej pory mam koszulkę z tego wydarzenia 🙂 Taka praca jak jak najbardziej przypadła mi do gustu. Mnóstwo ludzi, wielu zagranicznych gości, wiele interaktywnych urządzeń i zabawek, no i stawka, która była dużo lepsza od tej w Almie.

 

Fotomodelka

Gdy stanie na promocjach przestało mi wystarczać załapałam się jako fotomodelka. Właściwie ten wyraz powinnam napisać w cudzysłowie, bo nazwanie siebie fotomodelką to gruba przesada 😉 Szczerze mówiąc rzadko na tym zarabiałam, ale ogromnie lubiłam pozować do zdjęć (teraz już mi przeszło). Pierwszą sesję wykonał mi kolega, a potem jakoś poszło. Przygotowania, profesjonalne makijaże, wcielanie się w różne postacie, to było to, co ogromnie mnie cieszyło. Miałam nawet małe osiągnięcia. Brałam udział w sesji charytatywnej organizowanej przez fryzjera i stylistę gwiazd Macieja Maniewskiego i markę Kemon. Cała sesja była stylizowana na klimat filmowej Alicji z Krainy Czarów. Drugim moim osiągnięciem w tej branży była sesja w sukniach ślubnych. Moje zdjęcia zawisły na ścianie salonu, a z reszty postał katalog asortymentu tegoż właśnie miejsca. Całe doświadczenie z pozowaniem było naprawdę świetne i bardzo miło mi teraz to wspominać. Poniżej możecie zobaczyć jedno ze zdjęć z sesji sukien ślubnych. Tak, ta uśmiechnięta blondynka to ja, jakieś 6 lat temu 😀

my-first-7-jobs

Doradca ds. Osób Niepełnosprawnych

Na początku studiów magisterskich podjęłam staż w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Jako, że wtedy zdecydowałam się na tryb zaoczny miałam znacznie więcej czasu na jakieś poważniejsze zajęcie. Moja praca w PCPR polegała głownie na wydawaniu wniosków, pomocy w ich wypełnianiu, wydawaniu kart parkingowych, odbieraniu telefonów, uzupełnianiu danych w systemie, segregacji i uzupełnianiu archiwalnych dokumentów, czasem także na przyjmowaniu beneficjentów. Było to dość odpowiedzialne zajęcie, na pewno ruszało za serce i dostarczało całej palety emocji. Praca biurowa sama w sobie nie przypadła mi jednak do gustu i wiedziałam, że w tego typu branży nie zagrzeję miejsca na dłużej. W między czasie wolontaryjnie prowadziłam jeszcze warsztaty, w ramach grupy wsparcia dla kobiet. To podobało mi się znacznie bardziej.

 

Copywriter i pomoc w organizacji szkoleń i warsztatów

Po za kończeniu stażu w PCPR doszłam do wniosku, że to najwyższa pora zająć się na poważnie tym, co naprawdę mnie interesowało. Już podczas tamtej pracy miałam bloga, pisałam sporo tekstów na zlecenie, prowadziłam profile w social mediach i pomagałam w promocji niewielkich firm. Gdy zyskałam więcej czasu zaczęłam tworzyć artykuły na łamy magazynów, takich jak Productive Magazine, pisałam też dla portali i firm, które chciały jakiś tekst na swoją stronę. W między czasie nawiązałam kontakt z Bartkiem Popielem, autorem bloga Liczy Się Wynik i przez jakiś czas pomagałam mu w różnych działaniach „od zaplecza”, między innymi rejestrowałam uczestników na jednym z jego szkoleń, co skończyło się dla mnie bardzo przyjemnym wydarzeniem! Poznałam tam mojego mężczyznę, który akurat filmował całe szkolenie 😉

 

Rozwój bloga i własna działalność gospodarcza

To jest etap, który doskonale znacie. Od jakiegoś czasu Po Sukces Na Szpilkach jest moim głównym zajęciem zawodowym, chociaż świadomie nie rezygnuję z innych swoich obowiązków. To co widzicie na blogu jest tylko częścią projektów, dużo rzeczy dzieje się „pod spodem”. Nie piszę o tym, ale mimo to sporo klientów trafia do mnie poprzez bloga. Mówiąc w skrócie na co dzień sporządzam oferty, opisy na blogi, redaguję wpisy, piszę newslettery (głównie sprzedażowe) i plany rozwojowe dla biznesów, prowadzę profile społecznościowe, pomagam zdobywać klientów no i udzielam sporo konsultacji. To wszystko robię już od ponad 3 lat. Zajęć mam sporo, ale bardzo to lubię i póki co chyba nie chcę skupiać się wyłącznie na jednej rzeczy. Teoretycznie można powiedzieć, że takie działanie mnie rozprasza, ale ja bardzo lubię różnorodność. Co będzie dalej? Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i wspólnie się o tym przekonamy 🙂

 

Jak Wam się podobał debiutancki Tag na moim blogu? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się ze mną swoimi wspomnieniami dotyczącymi Waszych pierwszych prac 🙂 Która z nich była Waszą ulubioną?

 


Przy okazji zapraszam Was do wypełnienia ankiety, dzięki którym od września będę mogła ruszyć z przygotowaniem materiałów dopasowanych do Waszych potrzeb. Ankieta ma tylko dwa pytania.

Aby wypełnić ankietę, kliknij tutaj