Spodziewałam się wielkich nerwów, nieprzespanej nocy i drżącego głosu. Mijały godziny, a stres nie nadchodził. Nawet wtedy, gdy stałam już pod salą i wiedziałam, że za chwilę nastąpi moja kolej czułam dziwny spokój. Weszłam. Padło pierwsze pytanie. Bez większego zastanowienia zaczęłam mówić. Potem padły kolejne. Może nie było najłatwiej, ale czułam, że dam sobie radę. Jedyne co mi przeszkadzało to brak świeżego powietrza. Nic dziwnego, na zewnątrz było ponad 30 stopni! W końcu opuściłam salę. Ludzie którzy wychodzili po mnie mieli różne miny. Był płacz, zadowolenie, zdenerwowanie, były też obawy o to, co dalej. Podsumowaniem całej afery były długo wyczekiwane wyniki. I tak oto z trzema piątkami na dyplomie stałam się panią magister. Ale czy dla trzech literek przed nazwiskiem warto było poświęcić 5 lat?

Wykształcenie jest najważniejsze – czy aby na pewno?

Mam wrażenie, że zwolenników studiów z czasem jest coraz mniej. To co kiedyś było atutem, wyróżnieniem, dowodem inteligencji i tego, że kogoś „stać”, teraz jest często nieefektywnym zajęciem zabierającym studentom najlepszy czas w ich życiu. Pięć lat temu (2009 r.), kiedy zaczynałam swoją uczelnianą przygodę rzeczywistość była trochę inna. Gdy skończyłam liceum i przyszedł czas, by zastanowić się nad swoją przyszłością, studia były czymś nie tylko cennym, ale i oczywistym. Szedł na nie każdy, kto chciał coś w życiu osiągnąć. Ja sama od kiedy tylko pamiętam naprawdę chciałam być studentką. Jednak teraz z perspektywy czasu, nie jestem pewna, czy ta gra była warta świeczki…

Mój pogląd na wyższe wykształcenie przez ostatnie dwa lata bardzo mocno się zmienił. Kiedyś wydawało mi się, że aby zdobyć dobrą, satysfakcjonującą i nie oszukujmy się, nieźle płatną pracę trzeba mieć tytuł. Dziś jestem pewna, że do wykonywania 90% zawodów nie jest on w ogóle potrzebny. Paradoksalnie niestety żyjemy w czasach, gdzie na studia może iść każdy. Tak naprawdę musisz spełnić jeden z dwóch warunków, albo dobrze zdasz maturę, albo wydasz niemałą kwotę na opłacenie prywatnej uczelni. Nie musisz być wybitnie inteligentna, nie musisz mieć ogromnych talentów, czy umiejętności. Niestety. Obecnie rynek pracy jest przesycony studentami po różnych kierunkach. Na nikim nie robią wrażenia prawnicy, chemicy, nie mówiąc już o pedagogach.

Dzisiaj z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że zdobyty tytuł nie zmienia życia Prawda jest taka, że pracodawca nie będzie czekał na Ciebie z otwartymi rękoma, tylko dlatego, że pomachasz mu papierkiem przed oczami. Przez pięć lat napisałam masę egzaminów, przeczytałam sterty notatek i kserówek. Jakie umiejętności wyniosłam? Szczerze? Jest ich niewiele. Poziom mojej wiedzy owszem jest większy, ale nie czuję się specjalistą w wyuczonym zawodzie. Czy takie odczucie powinnam mieć kończąc studia?

Czy warto iść na studia?

Każdy chyba ma świadomość tego, że w dzisiejszych czasach najbardziej liczą się umiejętności i doświadczenie. W zdecydowanej większości przypadków studia uczą… zakuwania na pamięć. Nie dają Ci umiejętności, nie doskonalą Twoich predyspozycji, nie pozwalają na to żebyś przećwiczyła pewne rzeczy, poprawiła swój warsztat. W rezultacie po otrzymaniu dyplomu idziesz do pracy (o ile ją dostaniesz) z głową pełną regułek, ale tak naprawdę z zerowym fachem w rękach. Wszystkiego musisz uczyć się od początku.

Musisz zdawać sobie sprawę, że uczenie ludzi to czas. Mnóstwo czasu. I pieniądze, jeśli trzeba będzie jakoś zrekompensować straty wynikające z Twojej niewiedzy. Żaden człowiek posiadający firmę nie ma ochoty tracić czasu, a pieniędzy tym bardziej. Dlatego trudno się dziwić, że gdy potencjalnemu pracodawcy z dumą zaprezentujesz swój dyplom, to najpierw zapyta Cię o to, czy w ogóle umiesz robić to, czego uczyłaś się przez ostatnie lata.

Jestem zwolenniczką podejścia, że sukces można odnieść w każdej dziedzinie. A najlepszą drogą do jego osiągnięcia jest ciężka praca. Próby, testowanie nowych rzeczy, praca pomimo braku chęci i motywacji, ćwiczenie nowych umiejętności i ulepszanie starych. Oczywiście wiedza jest ogromnie potrzebna. Ale w dobie Internetu i świetnego dostępu do książek, czy e-booków możemy ją zdobyć na własną rękę. To prawda, wykładowcy mogą przekazać Ci ogrom wiadomości. Ale tak naprawdę w wielu przypadkach nie są to rzeczy, których sama nie mogłabyś znaleźć. Po za tym ze względu na ograniczenie czasowe i program, którego muszą się trzymać, wiedza ta i tak często jest bardzo okrojona. I w zależności od kierunku, który wybierzesz mniej lub więcej rzeczy i tak będziesz musiała nauczyć się samodzielnie. Nie wyobrażam sobie na przykład studenta architektury, który polegałby jedynie na swojej uczelni, a w domu nie robił żadnych projektów. Doskonale opisała to Alina w tym artykule. Sama jest przykładem osoby, która w czasie studiów na własną rękę próbowała zdobyć jak największe doświadczenie.

Studia nie sprawią, że staniesz się mądrym człowiekiem. Egzaminy często zdają nie ci najmądrzejsi, a ci, którzy mają duży dar do kombinowania. Na studiach nie otrzymasz wiedzy na temat tego jak być dobrym pracownikiem, jak się rozwijać, jak samodzielnie pogłębiać swoje kompetencje. Nie dowiesz się jakie są Twoje mocne strony, co jest obecnie ważne na branżowym rynku pracy i jak możesz poradzić sobie z najczęstszymi problemami pojawiającymi się w Twoim przyszłym zawodzie. Tak naprawdę studia nie dadzą Ci wiedzy, z której na sto procent będziesz musiała skorzystać.

Biorąc pod uwagę wszystkie moje doświadczenia i to co obserwuję, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że rozpoczynanie studiów, by zdobyć dobrą pracę ma sens tylko jeśli są one KONIECZNE do wykonywania konkretnego zawodu (prawnik, lekarz, nauczyciel itp.). Takich profesji nie jest jednak dużo. Znam sporo ludzi, którzy pracują w określonych branżach lub rozwijają własne interesy polegając jedynie na samodzielnie zdobytej wiedzy (mowa również o kursach i szkoleniach). Co więcej idzie im naprawdę rewelacyjnie, a ich zarobki miesięczne nawet pięciokrotnie przewyższają średnią krajową.

Żeby było jasne, nie uważam, że studiowanie nie ma zalet. W tym okresie możesz poznać mnóstwo ciekawych ludzi, mieć możliwość udziału w interesujących projektach, rozwijać swoje zainteresowania. Sama jestem zadowolona z faktu, że miałam okazję przekonać się na własnej skórze, co oznacza studenckie życie. Ale gdybym cofnęła się o te 5 lat wstecz i posiadała tę wiedzę na temat rynku pracy co teraz, to nie wiem czy ponownie bym się zdecydowała. Prawdopodobnie przynajmniej dwa ostatnie lata przeznaczyłabym na coś, co faktycznie da mi konkretne umiejętności.

Podsumowując, bycie studentką to świetna sprawa, ale tylko wtedy, gdy masz pełną świadomość tego, że  studia nie sprawią, że Twoje życie nagle stanie się kolorowe i pełne niebanalnych ofert pracy. Bo takie bez własnego nakładu starań z pewnością nie będzie. A więc… podjęłaś już wybór? 😉